Dominik Nykiel recenzuje „Świat w płomieniach” autorstwa speca od kina katastroficznego, czyli Rolanda Wt., 25.04.2023, imieniny: Jarosława, Marka, Elwiry zarejestruj "World War Z" przypomina nieco filmy Rolanda Emmericha tj. "Pojutrze" i "2012". Tam także bohater wałczył o życie swych najbliższych, podczas gdy świat wokół całkowicie się rozpadał. Jedyną różnicą jest fakt, że u Forstera zamiast katastrof naturalnych mamy zombie. Obecnie Emmerich serwuje nam natomiast "Świat w płomieniach". Policjant John Cale (Channing Tatum) właśnie się dowiedział, że nie dostał wymarzonej pracy w służbach specjalnych, chroniących prezydenta Jamesa Sawyera (Jamie Foxx). Nie umie przekazać tej informacji swojej córce, zamiast tego zabiera ją na wycieczkę po Białym Domu. Nieoczekiwanie siedziba prezydenta zostaje zaatakowana przez znakomicie uzbrojoną grupę paramilitarnych JOKER – recenzja filmu. Zemsta wszystkich pogardzanych, świat ponownie w płomieniach. Jakub Koisz. Podobne wpisy. SZEŚĆ STÓP POD ZIEMIĄ (2001-2005 Świat w płomieniach. White House Down. 2013. 6,4 59 760 ocen. 5,1 11 ocen krytyków. Najpopularniejsze filmy na VOD: Znachor online; Zakonnica II online; W 1992 r. ukazała się jej pierwsza powieść Na oślep. Kolejne jej powieści to: Oczarowanie Lily Dhal, Co kochałem, Amerykańskie smutki i Lato bez mężczyzn. Książki Hustvedt zostały przetłumaczone na blisko trzydzieści języków. Powieść Świat w płomieniach (The Blazing World) była nominowana do Man Booker Prize 2014. . Opinie | kadr z filmu „Truman Show” Raz na jakiś czas do światowych kin trafiają niemal w tym samym czasie dwa dość podobne filmy podejmujące ten sam temat w zaskakująco podobny sposób. I nie ma w tym nic dziwnego, biorąc pod uwagę to, ile historii powstaje codziennie w głowach scenarzystów na całym świecie. Nie chodzi nam o bezczelne kopiowanie – proces produkcji filmu jest w końcu zbyt długi, żeby twórcy mogli świadomie od siebie zrzynać, wciąż zachowując zbliżoną datę premiery swoich dzieł. Mamy raczej na myśli zabawne zbiegi okoliczności, które świadczą o tym, że branża filmowa, podobnie jak wszystko inne, czasem pada ofiarą mód i przewidywalności. Przypominamy najciekawsze przypadki filmowych bliźniaków. Dzień zagłady (1998), reż. Mimi Leder i Armageddon (1998), reż. Michael Bay Zaczynamy od jednego z najbardziej popularnych przypadków hollywoodzkiego podwojenia. W ciągu niespełna dwóch miesięcy musieliśmy dwukrotnie mierzyć się z mało ciekawą perspektywą ogromnego kosmicznego kawałka skały lecącego prosto na Ziemię, by zgotować nam apokalipsę. Twórcy Dnia Zagłady podeszli do tematu na poważnie, ukazując z jednej strony misję mającą na celu uratowanie planety, zaś z drugiej rozmaite ludzkie strategie radzenia sobie z nieuchronnością zbliżającego się końca. Bay i spółka postawili w Armageddonie na humor i typowo hollywoodzki patos, dzięki któremu Bruce Willis potwierdził status jednego z najbardziej kasowych aktorów świata. Oba filmy opowiadają w zasadzie o tym samym, ale robią to na dosyć różne sposoby, więc amatorom tego typu rozrywki polecamy podwójny seans. Truman Show (1998), reż. Peter Weir i Ed TV (1999), reż. Ron Howard Atrakcyjna komedia Rona Howarda trafiła do kin niemalże rok po premierze refleksyjnego dzieła Petera Weira, jednak Ed TV był w rzeczywistości remakiem francusko-kanadyjskiego Ludwika z 19, króla szklanego ekranu, więc o kopiowaniu nie było mowy. W obu filmach widać natomiast rosnący z końcem XX wieku niekłamany niepokój wobec tego, w jaki sposób telewizyjne ekrany (i coraz bardziej popularne reality shows) kształtują i świadomość jednostek, i kierunki rozwoju społeczeństw. Obaj filmowcy podeszli do tematu w skrajnie odmienny sposób, ale podstawową różnicą był fakt, iż Truman Burbank został przez telewizję ubezwłasnowolniony i uprzedmiotowiony, zaś Ed z pełną świadomością pozwolił filmować swoje życie 24 godziny na dobę, by zdobyć sławę i odbić się od dna. W obu przypadkach ważną rolę odgrywali oglądający. Zodiak (2005), reż. Alexander Bulkley i Zodiak (2007), reż. David Fincher Historia perfidnego seryjnego mordercy o pseudonimie Zodiak, który mimo dekad policyjnego śledztwa nie został nigdy złapany ani nawet w stu procentach zidentyfikowany, spędzała sen z powiek Amerykanów na długo przed pojawieniem się obu produkcji, jednakże filmy Bulkleya i Finchera przywróciły ją na nowo w ramy kultury popularnej. Ten pierwszy skupił się na osobie funkcjonariusza policji, który nie radzi sobie ze świadomością, że nikt nie jest w stanie złapać szerzącego terror mordercy, co przekłada się na jego coraz gorsze relacje z żoną i synem. Fincher z kolei zarysował znacznie szerszą oraz bardziej skomplikowaną emocjonalnie panoramę losów policjantów, dziennikarzy i zwyczajnych ludzi, którzy byli w taki czy inny sposób powiązani ze sprawą. Zwycięzcą był oczywiście Fincher, jednak warto zapoznać się też z thrillerem Bulkleya. Mroczne miasto (1998), reż. Alex Proyas i Matrix (1999), reż. siostry Wachowskie Jeśli twórcy Truman Show i Ed TV zastanawiali się, do jakiego stopnia ekrany przyszłości będą kształtowały naszą rzeczywistość, tak Proyas oraz Wachowskie (a także Cronenberg w eXistenZ) szli jeszcze dalej, dociekając, czy aby wszyscy nie jesteśmy Trumanami tkwiącymi w symulacji rzeczywistości stworzonej przez nieznanych demiurgów. W Mrocznym mieście byli to tajemniczy obcy, w Matriksie maszyny, jednak fabuły i wydźwięk obu filmów były do siebie bardzo zbliżone. Różnica polegała na tym, że Matrix szybko stał się przebojem i zmienił kino na różne sposoby, a rok wcześniejsze Mroczne miasto nigdy nie doczekało się uznania, na jakie zasługiwało. O filmie wiedzą dziś miłośnicy oryginalnego kina, ale wciąż pozostaje on swego rodzaju perłą z lamusa. Porwanie (2012), reż. Tobias Lindholm i Kapitan Phillips (2013), reż. Paul Greengrass Jest to w pewnym sensie zaskakujące, że Hollywood nie pokusiło się o wyprodukowanie dwóch filmów o słynnych „somalijskich piratach”, bowiem na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku zachodnie media bardzo się o nich rozpisywały. Amerykański Kapitan Phillips niejako wyczerpał temat, ukazując za pomocą opartej na prawdziwych wydarzeniach historii dwie strony medalu: subtelnie heroiczną walkę protagonisty o dobro swoje i swych ludzi oraz ekonomiczną desperację porywaczy, których do ataku zmusiło życie. Duńskie Porwanie podejmuje w zasadzie ten sam temat, jednak z perspektywy fikcyjnej opowieści, w której porywacze znajdują się na drugim planie – ważniejsze od ludzi są tu różne komercyjne i kapitalistyczne mechanizmy, które czynią ofiary i z atakujących, i z atakowanych. Oba filmy znakomicie się uzupełniają. Iluzjonista (2006), reż. Neil Burger i Prestiż (2006), reż. Christopher Nolan W ciągu zaledwie kilku miesięcy do światowych kin trafiły dwa zupełnie różne, a jednak bardzo podobne do siebie filmy o sztuczkach magicznych oraz potędze iluzji. Fabularnie oba opowiadały historię utalentowanych iluzjonistów, którzy zadziwiali publiczność coraz bardziej wyszukanymi występami, realizując w ukryciu swe prawdziwe cele. Narracyjnie oba podążały odmiennymi ścieżkami. Operując lekko baśniową konwencją, Iluzjonista oszukiwał widzów, żeby pomóc protagoniście zyskać miłość ukochanej kobiety, podczas gdy (anty)bohaterowie Prestiżu tworzyli coraz bardziej wyszukane sztuczki i ryzykowali życiem bliskich, aby wbijać sobie szpile i karmić swoje nienasycone ego. Eisenheim (Edward Norton) spełniał swoje marzenie, zaś Angiera (Hugh Jackman) oraz Bordena (Christian Bale) rozsadzała obsesja bycia najlepszym. Oba to klasyki. Misja na Marsa (2000), reż. Brian De Palma i Czerwona planeta (2000), reż. Antony Hoffman Kolejną fiksacją filmowców przełomu wieków był odległy oraz rozpalający wyobraźnię Mars, na temat którego niewiele było wtedy wiadomo (gwoli ścisłości, wciąż niewiele wiadomo, ale przez ostatnie dwie dekady poczyniliśmy ogromny postęp). Obie filmowe misje mają ustalić, czy Mars nada się na nowy dom dla ludzkości, jednak Misja na Marsa skręca w kierunku Bliskich spotkań trzeciego stopnia i dziecięcej fascynacji nieznanym, podczas gdy stąpająca mocniej po czerwonej ziemi Czerwona planeta serwuje widzowi efekciarskie kino katastroficzne, z którego jednak niewiele wynika. Rok później na ekrany kin trafiły odmieniające Marsa przez konwencję horroru Duchy Marsa Johna Carpentera, jednak nasz kosmiczny sąsiad doczekał się porządnego filmowego hitu dopiero kilkanaście lat później za sprawą reżysera Ridleya Scotta i aktora Matta Damona. Lot 93 z Newark (2006), reż. Peter Markle i Lot 93 (2006), reż. Paul Greengrass Z jakiegoś powodu World Trade Center Olivera Stone’a jest uważany za pierwszy amerykański film, który prawdziwie zmierzył się z traumą pozostawioną przez wydarzenia z 11 września 2001 roku, lecz kilka miesięcy wcześniej premiery miały dwie produkcje mówiące o ostatnim rejsie tytułowego samolotu linii United Airlines. Pierwszym był telewizyjny, niskobudżetowy Lot 93 z Newark, który skupił się na pasażerach feralnego lotu oraz ich rodzinach, posiłkując się wieloma ckliwymi scenami. Zaledwie trzy miesiące później, w kwietniu, świat zachwycił się utrzymanym w paradokumentalnym tonie dreszczowcem Paula Greengrassa, który zarysował znacznie szerszy kontekst pechowego lotu oraz przeniósł widzów w sam środek tamtych wydarzeń, nie pozwalając odetchnąć ani przez chwilę. Obie produkcje mają mimo to swoich zwolenników i przeciwników. Olimp w ogniu (2013), reż. Antoine Fuqua i Świat w płomieniach (2013), reż. Roland Emmerich Oto przykład bliźniaczo podobnych filmów, które opowiadają tak zbliżone do siebie historie, że w gruncie rzeczy trudno czerpać przyjemność z obcowania z oboma. Oto bezlitośni terroryści dokonują udanego ataku na Biały Dom – w Olimpie są z Korei Północnej, a w Świecie pochodzą z amerykańskiego podwórka. Głównym bohaterem Olimpu jest zhańbiony agent Secret Service, który musi wznieść się na wyżyny swych umiejętności, żeby uratować Prezydenta USA, zaś w Świecie były wojskowy, który chciałby służyć swemu prezydentowi jako agent Secret Service i dostaje od losu szansę, by się wykazać. Olimp to oldskulowe kino akcji i brutalnych atrakcji, zaś Świat celuje raczej w fajną sensacyjną komedię dla masowego widza. Olimp kosztował mniej i doczekał się dwóch kontynuacji, Świat kosztował więcej i słuch po nim po premierze zaginął. Mrówka Z (1998), reż. Tim Johnson, Eric Darnell i Dawno temu w trawie (1998), reż. Andrew Stanton, John Lasseter Tego typu komercyjne podwójności zdarzają się nie tylko w kinie aktorskim, ale także w filmach animowanych, których realizacja trwa przeważnie kilka – a czasem kilkanaście – razy dłużej. W przypadku Mrówki Z i Dawno temu w trawie chodziło nie tylko o kwestie fabularne i artystyczne, ale także o rywalizację między dopiero co powstałym DreamWorks i raczkującym wciąż Pixarem o pierwszeństwo w animowanym świecie. Oba filmy opowiadają o mrówkach-indywidualistach, które przy pomocy przyjaciół i nieznajomych zmieniają otaczającą ją rzeczywistość, ale Mrówka Z jest skierowana do nieco starszego widza, oferując nie tylko śmiech, ale też refleksję, podczas gdy przebój Pixara to klasyczna komedia familijna z wyraźnie zarysowanym morałem. Mimo to są to chwilami tak podobne filmy, że aż dziw bierze, że powstawały równolegle przez wiele lat. Powrót do Garden State (2004), reż. Zach Braff i Elizabethtown (2005), reż. Cameron Crowe Finiszujemy duetem, który dla jednych jest przykładem żerowania na czyjejś popularności, a dla innych sprawdza się doskonale w roli podwójnego seansu. Powrót do Garden State, opowieść o żyjącym w emocjonalnej izolacji mężczyźnie, który wraca w rodzinne strony na pogrzeb matki i odkrywa samego siebie na nowo, stała się dosyć szybko pozycją kultową. Duża w tym zasługa bezpretensjonalnej reżyserii Braffa i roli Natalie Portman, która stworzyła przed kamerami ideał ekscentrycznej dziewczyny z sąsiedztwa, w której nie można się nie zakochać. Gdy półtora roku później do kin trafiło Elizabethtown, opowieść o pechowcu, który wraca w rodzinne strony na pogrzeb ojca, po czym odnajduje miłość i sens życia, fani Powrotu oskarżyli Crowe’a o plagiat. Czy tak było, skoro prace nad Elizabethtown ruszyły na długo przed premierą Garden State? Dziennikarz, tłumacz, kinofil, stały współpracownik festiwalu Camerimage. Nic, co audiowizualne, nie jest mu obce, najbardziej ceni sobie jednak projekty filmowe i serialowe, które odważnie przekraczają komercyjne i autorskie granice. Nie pogardzi też otwierającym oczy dokumentem. zobacz także Kuracyjne post disco. Jessie Ware wydała nowy utwór: „Please” NewsyKuracyjne post disco. Jessie Ware wydała nowy utwór: „Please”Xavier Dolan nakręci swój pierwszy serial NewsyXavier Dolan nakręci swój pierwszy serialBędzie zakulisowy dokument o „I tak po prostu…” – kontynuacji „Seksu w wielkim mieście”. Jest zwiastun NewsyBędzie zakulisowy dokument o „I tak po prostu…” – kontynuacji „Seksu w wielkim mieście”. Jest zwiastunJest pierwszy zwiastun nowej adaptacji „West Side Story”. Za produkcją stoi Steven Spielberg NewsyJest pierwszy zwiastun nowej adaptacji „West Side Story”. Za produkcją stoi Steven Spielberg zobacz playlisty Martin Scorsese Cotygodniowy przegląd teledysków Cotygodniowy przegląd teledysków Nagrody Specjalne PYD 2020 Nagrody Specjalne PYD 2020 Papaya Films Presents Stories Papaya Films Presents Stories Świat W Płomieniach Akcja 2013 2 godz. 11 min iTunes Funkcjonariusz Policji Kapitolu John Cale (Channing Tatum) został właśnie odrzucony jako kandydat do swojej wymarzonej pracy w Secret Service, gdzie chroniłby prezydenta Jamesa Sawyera (Jamie Foxx) Nie chcąc zawieść swojej córeczki, zabiera ją na zwiedzanie Białego Domu, kiedy nagle kompleks zostaje opanowany przez ciężko uzbrojoną grupę paramilitarną. Teraz, gdy cały rząd pogrąża się w chaosie, a czas szybko się kończy, Cole musi uratować prezydenta, swoją córkę i cały kraj. Akcja 2013 2 godz. 11 min iTunes BO Występują Channing Tatum, Jamie Foxx, Maggie Gyllenhaal Reżyser Roland Emmerich Zwiastuny Podobne Obsada i twórcy HomeAkcjaFilm Świat w płomieniachFilm Thriller pt. : Świat w płomieniach (tytuł oryginalny White House Down) został nakręcony w 2013 roku. Czas trwania to 2 godz. 11 min., produkcja USA. W rolach głównych występują Channing Tatum jako John Cale Jamie Foxx jako Prezydent Sawyer Maggie Gyllenhaal jako Jason Clarke jako Stenz Richard Jenkins jako White House Down – zobacz gdzie obejrzeć online Poniżej możesz zobaczyć trailer filmu Related PostsNawigacja wpisu Bywa, że ludzie zapytani “Co robiłeś, gdy TO się zdarzyło?” nie mają pojęcia, gdzie byli i co robili. Ja nie mam problemu z przypomnieniem sobie dnia 11 września 2001 roku. Nastoletni Dawid wpadł do domu po lekcjach, zrzucił plecak i wlepił wzrok w maleńki, kilkunastocalowy telewizor stojący na lodówce w kuchni jego rodzinnego domu. Tkwiłem tak, nie przymierzając, około godziny, oglądając w nieskończoność nagrania aktów największego zła. Po raz pierwszy za mojego życia – a przynajmniej po raz pierwszy w dobie wszechobecnych mediów – ludzkość ugięła się pod naporem terroru. 9/11 to w Stanach kombinacja cyfr i znaków zastrzeżona dla wspomnienia narodowej tragedii, ale dla świata to jeszcze dalej idąca cezura. Po tym dniu już nic nigdy nie miało być takie samo. A co na to kino? Poniżej znajdziecie przykłady najbardziej interesujących filmów fabularnych o 11 września 2001 (2002)Podobne wpisyW jej skład wchodzi 11 krótkometrażowych (dla upamiętnienia tragicznej daty trwających po 11 minut, 9 sekund i 1 klatkę) filmów. Reżyserami tego nowelowego filmu są uznani twórcy: Youssef Chahine (Egipt), Amos Gitai (Izrael), Shôhei Imamura (Japonia), Alejandro Gonzalez Iñárritu (Meksyk), Claude Lelouch (Francja), Ken Loach (Wielka Brytania), Samira Makhmalbaf (Iran), Mira Nair (Indie), Idrissa Ouedraogo (Burkina Faso), Sean Penn (USA), Danis Tanović (Bośnia i Hercegowina). Ta osobliwa filmowa mozaika to wyraz niezwykłej wolności twórczej – organizatorzy tego projektu nie dawali reżyserom żadnych wytycznych, poza wspomnianym czasem trwania i oczywiście tematyką związaną z 11 września. Twórcy potraktowali ten temat na najróżniejsze sposoby – jedni postawili na brutalny realizm i społeczno-polityczny komentarz, inni poetycko opowiedzieli o stracie i pustce. Niektórzy postanowili piętnować ludzkie przywary, a jeszcze inni je obśmiewać. Wszyscy jednak wspólnie stworzyli portret ludzkości w tamtym czasie, dzięki któremu udało się uchwycić postterrorystyczny głośno, niesamowicie blisko (2011)Film Stephena Daldry’ego nie jest w pełni udany – trzeba to jasno powiedzieć, bo jako dramat obyczajowy jest filmem po prostu przeciętnym, angażującym na bardzo podstawowym poziomie emocjonalnym. Ale mimo wszystko wśród filmów traktujący o 9/11 wybija się ponad przeciętność, zwłaszcza dlatego, że pokazuje tę tragedię z perspektywy dziecka. Strasznie głośno, niesamowicie blisko w bardzo delikatny sposób podejmuje temat straty po bliskiej osobie – tu chodzi o poszukiwanie “skarbu” pozostawionego po ojcu, który zginął w World Trade Center – i choć nie unika banału, to należy pochwalić Daldry’ego za wyczucie, z jakim traktuje tę historię. Choć Strasznie głośno… pasuje bardziej do telewizji niż kina, to należy do lepszych przykładów filmów opowiadających o tragedii 11 wspomnienia (2007)Bezsprzecznie jeden z najlepszych filmów opowiadających o 9/11, ale też wspaniały przykład dzieła mówiącego o radzeniu sobie ze stratą. Adam Sandler w życiowej roli wciela się w człowieka, którego rodzina była na pokładzie jednego z samolotów porwanych 11 września 2001 roku przez terrorystów. Człowieka, który stracił kontakt ze światem rzeczywistym, a jedynym ratunkiem dla niego okazuje się przypadkowe spotkanie z przyjacielem z czasów studenckich (Don Cheadle). Film Mike’a Bindera chwyta za serducho i ukazuje tę ogromną, rezonującą do dziś tragedię w skali mikro. Piękna opowieść o stracie, ale też o przyjaźni i jej niesamowitej mocy, która potrafi uratować nas w nawet pozornie beznadziejnej Trade Center (2006)Pięć lat zajęło filmowcom z Hollywood – bo nie tylko Oliverowi Stone’owi, ale i reżyserowi kolejnego tytułu na tej liście – zekranizowanie tragicznych wydarzeń z września 2001 roku. Pamiętam, że już po uderzeniu pierwszego samolotu w WTC pomyślałem sobie: jakiś cyniczny scenarzysta w Hollywood właśnie zasiada do pisania scenariusza… I tak zapewne było, bo przy tak wstrząsającym, przygnębiającym, ale i gorącym temacie tylko absolutny amator nie wyczułby swojej szansy. Gdy świat obiegła informacja, że za ten temat zabiera się Oliver Stone, największy patriota wśród amerykańskich reżyserów, wiadomo było, że będzie idealistycznie. I jest – World Trade Center to nie tyle wierny zapis wydarzeń tamtego dnia, co patriotyczny manifest, którego głównym zadaniem było pokazanie Amerykanów w chwili ogromnej tragedii, ale i wyjątkowego zjednoczenia. I z tego zadania wywiązał się 93 (2006)Spośród wszystkich działań terrorystów przeprowadzonych 11 września 2001 roku w Stanach Zjednoczonych, tym najbardziej “medialnym” są bezsprzecznie ataki na wieże World Trade Center. Ale tamtego dnia terroryści porwali przecież także 2 inne samoloty, z których jeden – tytułowy lot United Airlines numer 93 – rozbił się w Shanksville w stanie Pensylwania. Stało się tak tylko dzięki bohaterstwu części załogi i pasażerów tego samolotu, którzy postanowili odbić maszynę z rąk porywaczy. Dzięki temu aktowi odwagi 11 września 2001 roku lot UA93 nie dotarł do zaplanowanego przez terrorystów celu, którym był Pentagon. Dzięki poświęceniu tych ludzi zginęli tylko oni, a liczba ofiar w siedzibie Departamentu Obrony USA nie uległa istotnemu zwiększeniu. Paul Greengrass swoim filmem oddaje hołd tym ludziom, kręcąc przy tym przyzwoity thriller, którego finał – wbrew gatunkowym regułom – jest niestety wszystkim znany…SPECJALNE WYRÓŻNIENIE Fahrenheit 9/11 (2004)Michael Moore zebrał się w sobie dużo szybciej i w swoim, prześmiewczym, ale i przenikliwym stylu postanowił zbadać wydarzenia i atmosferę wokół tragedii 11 września. W Fahrenheit 9/11 krytycznie przygląda się prezydenturze George’a W. Busha, a zwłaszcza działaniom wojennym Stanów Zjednoczonych w Iraku i powiązaniom pomiędzy rządem USA a organizacjami terrorystycznymi. Nawet jeżeli Michael Moore jest populistą, to jednak nie bez powodu dostał Złotą Palmę w 2004 roku i trudno uwierzyć, by posługiwał się wyłącznie manipulacją. Coś kryje się za tym wszystkim, co pokazał w Fahrenheicie i aż strach pomyśleć, że w tym względzie raczej nic na lepsze się nie zmieniło… Obecnie przyglądamy się podobnej sytuacji na rodzimym rynku kinowym, bowiem w odstępie raptem 2 tygodni czekają nas premiery dwóch filmów o Dywizjonie 303. Oto kilka ewidentnych przykładów z historii kina na to, że studia filmowe nieustannie "inspirują" się konkurencją. Misja na Marsa i Czerwona planeta Dzięki filmom często możemy spojrzeć w przeszłość, niczym do starego dziennika bądź kalendarium, i przyjrzeć się temu, co najbardziej wpływało na masową świadomość w danym okresie. I tak, można dojść do wniosku, że na początku XXI wieku wyobraźnię społeczeństwa zachodu rozpalała wizja podróży na Marsa. Nie może być przypadkiem, że w 2001 roku pojawiły się aż dwa, niemalże takie same pod względem fabuły, filmy na ten temat. Oba z prawie identycznymi plakatami. Oba tak samo przeciętne. Armageddon i Dzień zagłady O ile początek XXI wieku nastawiony był na wątek eksploracji kosmosu, tak końcówka XX wieku odznaczała się ewidentnym strachem przed tym, co kosmos kryje w swojej otchłani. Rok 2000 miał przynieść Armageddon, póki co jednak przyniósł go rok 1998, a posłańcem był Michael Bay. Jego kiczowaty, sentymentalny i fatalnie zagrany film stał się jednak wielkim kasowym przebojem. Któż bowiem nie chciałby zobaczyć w kinie historii o tym jak Bruce Willis ratuje świat przed zagrażającą Ziemi asteroidą?Szkoda tylko, że przez to film na ten sam temat, "Dzień zagłady", trochę lepiej napisany i bliższy naukowym faktom, pozostał w jego cieniu. No, ale taki jest los produkcji, które lądują w kinach w tym samym czasie i opowiadają tę samą historię. Olimp w ogniu i Świat w płomieniach To jeden z najgłośniejszych przykładów praktycznie takich samych filmów, które pojawiły się w kinach w odstępie zaledwie kilku miesięcy. Zarówno "Olimp w ogniu" jak i "Świat w płomieniach" (nawet tytuły są podobne) opowiadają o ataku terrorystycznym na Biały Dom. W obu przypadkach prezydent USA musi zostać uratowany, eskortowany i chroniony przez wyszkolonego komandosa. I choć żaden z tych filmów nie jest do końca zły w swoim gatunku, to jednak jeden wystarczyłby w zupełności. Czerwona linia i Dr Strangelove Nawet największym zdarzają się nieprzewidziane wydarzenia. I tak, w samym sercu lat 60., kiedy to cały zachodni świat drżał w obawie przed wojną nuklearną, dwóch wielkich reżyserów, Sidney Lumet i Stanley Kubrick, nakręciło film o tej samej tematyce, praktycznie równocześnie. "Dr Strangelove" i "Czerwona linia" mierzą się z groźbą międzynarodowego konfliktu i wystrzelenia rakiet w związek tym przypadku oba filmy odróżniają się od siebie na tyle od strony gatunkowej i formalnej, że widz spokojnie może obejrzeć oba i wynieść z nich co innego. "Czerwona linia" to fenomenalnie wyreżyserowany, kameralny dramat psychologiczny. Tymczasem "Dr Strangelove" to czarna komedia i zjadliwa satyra w jednym, równie genialne nakręcona i świetnie zagrana przez Petera Sellersa. Szkoda jedynie, że moim zdaniem lepszy film Lumeta pozostał w cieniu Kubricka i do dziś niewielu ludzi go zna. Capote i Bez skrupułów Dwa filmy o Trumanie Capote, które miały premierę w odstępie paru miesięcy to nie może być przypadek. W dodatku oba opowiadają o tym samym rozdziale z życia Capote, czyli o procesie powstawania książki "Z zimną krwią". Wielkim przegranym tego starcia był oczywiście "Bez skrupułów". Choć to dobry i wciągający film, to jednak "Capote", głównie dzięki dobremu scenariuszowi i genialnej roli Philipa Seymoura Hoffmana, zapisał się w masowej świadomości i przykrył cieniem konkurenta. Kolejny dowód na to, że czasem może lepiej odpuścić? Prestiż i Iluzjonista Absolutnie przyjmuję do wiadomości, fakt, że ze sporą ilością pozycji w tym zestawieniu można dyskutować i tłumaczyć zwykłym przypadkiem. Natomiast nikt nie przekona mnie, że dwa filmy na tak charakterystyczny i wcześniej niezbyt ograny temat jak świat magików i iluzjonistów, które pojawiły się prawie równocześnie w kinach, był zwykłym zrządzeniem losu. Jobs i Steve Jobs W tym przypadku wprawdzie trudno oskarżać kogokolwiek o oszukiwanie, bowiem, po śmierci Steve’a Jobsa wiadomym było, że lada moment zaczną pojawiać się o nim filmy biograficzne. W dodatku "Jobsa" i "Steve’a Jobsa" dzieli kilka lat od premiery. Tym niemniej, podziwiam upór twórców tego drugiego, gdyż siłą rzeczy musieli się liczyć, że nie obejrzą go wielkie masy ludzi. Tym bardziej, że i "Jobs" nie spotkał się z wielką popularnością. Fighter i Warrior OK, przyznaję, filmy o bokserach nie są niczym na tyle charakterystycznym, by od razu wietrzyć spisek. Ale biorąc pod uwagę fakt, że w ostanich latach nie było ich zbyt wiele, plus "Fighter" oraz "Warrior" (obok podobnych tytułów) opowiadają o walczących na ringu braciach, sprawia, że mam podstawy być trochę podejrzliwym co do intencji producentów. Czarna Dalia i Hollywoodland Z bliżej nieznanych mi przyczyn 2006 rok był momentem nieoczekiwanego (i chwilowego) odrodzenia się czarnych kryminałów. Zarówno "Czarna Dalia" (w reżyserii Briana De Palmy) jak i "Hollywoodland" opowiadają historie oparte na faktach. Oba filmy, utrzymane w identycznej stylistyce, mierzą się z historiami tajemniczych śmierci. W pierwszym przypadku jest to nierozwiązane do dziś morderstwo Elisabeth Short, znanej pośmiertnie jako Czarna Dalia. Drugi film opowiada o zgonie George Reevesa, aktora, który wcielał się w Supermana w latach 50. Truman Show i Ed Tv Jestem w stanie przyjąć argumentację, że końcówka XX wieku była idealnym momentem na film o tym, w jakim kierunku rozwijać się będą masowe media, tym bardziej u progu nowej ery telewizji, czyli reality shows. Mimo wszystko jednak uważam, że zaledwie kilkumiesięczny odstęp pomiędzy filmami "Truman Show" i "Ed TV", które opowiadały historię mężczyzny obserwowanego 24 godziny na dobę przez siedzącą przed telewizorami publiczność, trudno uznać za zbieg okoliczności.

świat w płomieniach podobne filmy